Cyrano de Bergerac – de best

cyrano-poprawioneGdy tydzień temu mój brat wyruszał pociągiem na Białoruś nawet do głowy mi nie przyszło prosić go o raport kulinarny z tych smutnych, wydawać by się mogło, stron świata. No bo czego można się spodziewać po kuchni kraju, którego prezydentem jest Łukaszenka?

Tymczasem Jan Płatek wrócił stamtąd wyposażony nie tylko w elegancki, stalowy toporek, zakupiony na jakimś pchlim targu w Mińsku. Gdy tylko otworzył plecak, na podłogę wysypało się bogactwo chrupek i chipsów białoruskiej roboty. Wierzcie, jestem już stary i nie pociągają mnie tego typu zakąski.

Ale TE chipsy były wyjątkowe: Długie na 15 i szerokie na 4 centymetry, delikatne, cienkie jak papier paseczki ziemniaczane, prawie całkiem odtłuszczone, z zatopionym w środku koperkiem. Albo: chrupki kukurydziano–otrębowe o smaku chrzanu, wprost idealne do piwa. Jeżeli reżim Łukaszenki produkuje takie smakołyki z tego, co rośnie pod płotem, to nie może być aż tak zły. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko tam pojechać.

W oczekiwaniu na kuchnię białoruską postanowiłem udać się do francuskiej Cyrano de Bergerac – restauracji uchodzącej za jedną z najlepszych w Krakowie.
Już przy wejściu poczułem się wyjątkowo. Nie chodzi tylko o moją szczególną sympatię dla Cyrano de Bergeraca, który ma prawie tak duży nos, jak ja. Mimo, że wyglądałem, jak zmięta papeteria kelner podszedł do mnie i uprzejmie zaprosił do środka, gdzie w ogródku czekał już Pan Marcin. Idąc korytarzem spostrzegłem, po prawej stronie, wysmakowany aperitif bar – palarnia „Le Fumoir”.

Menu okazało się nad wyraz ciekawe. Przechodząc m.in. nad kotlecikami jagnięcymi z Nowej Zelandii, płatkami z małży Św. Jakuba, czy medalionami z sarniny przełożonymi borowikami, zdecydowałem się na „carpaccio z kaczki wędzonej u nas z pomarańczą” oraz foie gras z kaczki karmelizowane gruszką. Carpaccio było wyborne!

Rozpływające się w ustach, naznaczone aromatem dymu z ogniska. Wprowadziło nas w krajobraz dzikiej natury, której zasnuta pachnącym dymem tajemnica rozświetla się wokoło świeżymi, obranymi ze skórek pomarańczami. Jak kwitnącymi krzewami na skraju leśnej polany. Ale to tylko wstęp do foie gras z kaczki, najlepszej rzeczy na świecie, przeciwko której produkcji protestują bałwany z Greenpeace.

Foie gras. Najlepsza rzecz na świecie Fot. Marcin MakówkaFoie gras w Cyrano de Bergerac jest podawana z sosem z borówek i kandyzowaną gruszką. Jest to kompozycja kolorystycznie zachwycająca w równym stopniu, co obrazy Pollocka, a wykwintnego smaku kaczej wątroby, podawanej w całości, jej idealnie wypieczonej powierzchni i soczystego wnętrza, tak doskonale akcentowanego borówkami – nie da się porównać z niczym innym. No, może tylko z blokiem foie gras podanym na chrupiącej bagietce z odrobiną dżemu ze słodkich szalotek.

Jedząc foie gras, zwłaszcza tak świetnie przyrządzone, doznaje się uczucia całkowitego spełnienia, tak jakby stało się przed paletą smaków, na której bez trudu odszukać można orzechy, suszone owoce i mnóstwo innych odcieni tej niezwykłej, aksamitnej potrawy.
Cyrano de Bergerac jest warte każdej zostawionej tam złotówki. A właściwie dużo więcej.

Jadłem:
Carpaccio z kaczki wędzonej u nas z pomarańczą,
foie gras z kaczki karmelizowana gruszką
140 PLN
Cyrano de Bergerac, ul. Sławkowska 26